wtorek, 22 lipca 2014

One Shot I


           Szła ulicami Stratford trzymając między palcami białą papierową rurkę wypełnioną tytoniem, którą co kilka sekund podnosiła do ust by zaciągnąć się szarym dymem, który tak bardzo uwielbia od prawie trzech lat.
           Stoczyła się.
           Zaczęła palić, pić nawet ćpać i puszczać się z kim się da. Przechodząc obok kiedyś tak bliskiego jej domu zaśmiała się. Teraz może bez problemu nazwać ją marginesem społeczeństwa bo była nim i dobrze o tym wiedziała. Miała gdzieś to co mówią o niej inni już przestała się tym interesować. To było jej życie i robiła z nim co chciała.
           Nazwał ją kiedyś marginesem społeczeństwa? Więc ona tylko dała mu powód aby tak myślał.
           Z daleka zauważyła machającą do niej przyjaciółkę i dwóch kumpli. Przyśpieszyła kroku by jak najszybciej być przy nich. Wbiegła na ulicę by bo chwili usłyszeć pisk opon i klakson. Spojrzała na czarnego Rand Rovera i pokazała środkowy palec kierowcy po czym pobiegła do przyjaciół. Tak mogła nazwać ich nadal przyjaciółmi. Pomimo tego jak się zmieniła oni nadal przy niej trwają i wierzą w to, że ich stara Veronic wróci. Ale tamtej Veronic już nie ma od trzech lat. Została brutalnie zabita przez jedno zdanie siedem słów 'Nie mogę spotykać się z marginesem społeczeństwa'. Czy naprawdę była wtedy marginesem społeczeństwa tylko dlatego, że jej rodzice wiązali ledwo koniec z końcem?
           Naprawdę?
           Ucałowała każdego w policzek po czym weszli do ich ulubionej pizzeri od lat.
           -Ver musimy Ci coś powiedzieć – ugryzła kawałek pizzy i spojrzała na Chaza pytającym wzrokiem – Justin dziś wraca i dołączy do nas za... - w tej chwili otworzyły się drzwi pizzeri i wszyscy spojrzeli w tamtą stronę.
           Ona też.
           Przymknęła oczy bo poczuła ogromny ból w okolicy gdzie kiedyś miała serce. Spokojnie Veronic. On już Cię nie skrzywdzi. Już bardziej się nie da.
           Brunet podszedł do nich i z każdym się przywitał tylko nie z nią. Spojrzał tylko na nią i zmarszczył brwi. Zawsze tak robił gdy się nad czymś zastanawiał. Usiadła na wolnym krześle i złapał za kawałek pizzy. Nie poznał jej? Co się dziwić zmieniła się przez te trzy lata. Trochu urosła, przefarbowała włosy z blondu na czarny, robi ciemny makijaż i ubiera się w tylko ciemne ciuchy.
           Złapała za kawałek ciasta w tym samym czasie co on. Spojrzeli na siebie. Ani jedno ani drugie nie chciało spasować.
           -Kim Ty w ogóle jesteś i co robisz z moimi przyjaciółmi? - zapytał a w niej aż zawrzało. To są także i jej przyjaciele! Od zawsze! Ma prawo tu być. Nie dała po sobie poznać, że poruszyły ją jego słowa zamiast tego wyciągnęła w jego stronę rękę.
           -Margines społeczeństwa miło mi Cię poznać Justin – w tym samym momencie chłopak zakrztusił się pijącą colą i spojrzał na dziewczynę z niedowierzaniem – wybaczcie, ale ja już pójdę. Wpadnij później do mnie Caitlin – wstała i ruszyła w stronę wyjścia. Zamykając drzwi usłyszała głos bruneta 'To naprawdę ona?' Oooo tak to naprawdę ona tylko, że całkiem inna. Wolnym krokiem ruszyła w stronę skateparku. Nie była tam od trzech lat. Od dnia kiedy ją zostawił i tak brutalnie roztrzaskał jej serce o ziemię.
           Usiadła na jednej z najwyższych ramp i wpatrywała się w przestrzeń przed nią a przed oczami miała wszystkie chwile spędzone z nim. Nie chciała o tym pamiętać, ale wspomnienia same wkradały się do jej głowy i raniły.
           Ze wspomnień wyrwał ją dźwięk telefonu. Wyjęła go z kieszeni i spojrzała na wyświetlacz na którym migało 'Ciatlin dzwoni'. Nacisnęła zieloną słuchawkę i przyłożyła aparat do ucha.
           -Słucham?
           -Gdzie Ty jesteś?
           -W skateparku.
           -Świetnie! Miałam przyjść do Ciebie więc przyszłam a Twoja mama powiedziała, że Cię nie ma! Wracaj szybko.
           -Na śmierć zapomniałam! Już się zbieram – wstała szybko z rampy i to był jej błąd. Zakręciło jej się w głowie zachwiała się i zaczęła spadać w dół. Krzyknęła głośno i jedyne co pamięta to silny ból głowy.

           Pięcioletnia dziewczynka w blond włosach zaplecionych dwóch warkoczykach bawiła się w piaskownicy gdy nagle poczuła czyjeś małe rączki na oczach. Pisnęła głośno i podskoczyła ze strachu a osobnik za nią zaśmiał się głośno.     
           -To tylko ja Veronic.      
          -Nigdy więcej tak nie lóp Justin. Wystlasyłeś mnie!      
         -Przepraszam – chłopczyk też pięcioletni ucałował dziewczynkę w policzek po czym razem zaczęli bawić się w piaskownicy budując zamki
           Siedmioletnia blondyneczka stała na dużym placu przed ogromnym budynkiem i wpatrywała się w niego. 
           Nie chciała tu być!
           Nie chciała chodzić do szkoły. Chciała zostać w domu i bawić się w chowanego z Justinem, Caitlin, Chazem, Rayanem i Christianem! Do jej niebieskich oczu napłynęły łzy.
           Bała się.
           Ale strach minął szybko gdy poczuła jak dłoń przyjaciela łączy się z jej. Teraz już wiedziała, że nie ma się czego bać bo on tu jest.
     
           -Dziękuję Ci Justin.
           Dziesięcioletnia Veronic wyszła z sali zła jaki nigdy dotąd. Była zła na Justina! Jak mógł nie powiedzieć jej, że Mary-Ann jest jego dziewczyną. Powiedział wszystkim. 
           Wszystkim!
           Tylko nie jej! Tak się nie zachowują przyjaciele! Ale bardziej jest zła na to, że jej nie powiedział czy na to, że ma dziewczynę? Jeszcze bardziej zła trzasnęła szkolną szafką i ruszyła ku wyjściu ze szkoły.
           Dobrze, że to już koniec lekcji jak i koniec roku szkolnego i nie będzie musiała widywać Justina! O tak! Przez całe wakacje nie ma zamiaru się z nim widzieć o!
     
           -Veronic! Veronic zaczekaj! - odwróciła się i zobaczyła, że w jej stronę biegnie Justin. Prychnęła głośno zarzuciła swoje długie blond włosy na plecy i pobiegła prosto do domu.

           Poczuła jak ktoś łapie ją za dłoń i głaska. Chciała się ruszyć, ale nie mogła. Czuła się tak jakby związywały ją jakieś niewidzialne liny. Czuła dotyk, słyszała wszystko dookoła, ale nie mogła nic zrobić.
           Nic.
           Co się z nią stało? Gdzie jest? Aż tak bardzo się naćpała, że nie wie co się z nią dzieje? Jeśli tak to kiedyś odleci całkowicie.
           -Veronic – nagle jej ciało oblała zimna fala a w gardle pojawiła się gula – dziś moja kolej na wartę przy Tobie. Obudź się już Veronic obudź. To już za długo trwa – obudź? Ale co? Jak? I co długo trwa! Przecież zaraz dojdzie do siebie! Przecież tylko za dużą wzięła działkę. Prawda?
           -To już trzy miesiące. Trzy miesiące jak śpisz. Obudź się proszę. Muszę Ci tyle powiedzieć, wyjaśnić. Nie zostawiaj nas tu Veronic. Nie możesz. Nie możesz zostawić Mnie Veronic. Już za bardzo się za Tobą wytęskniłem – miała ochotę się rozpłakać. On tęsknił? Przecież powiedział jej, że jest marginesem społeczeństwa! Wyrwał jej piętnastoletnie serce rzucił w odłamki szkła i jeszcze zdeptał a teraz ma czelność mówić, że on tęsknił!
     On nie ma prawa tak mówić nie ma!
           -Pamiętasz jak pierwszy raz pojechaliśmy na wakacje wszyscy razem? Ty, ja, Caitlin, Rayan, Chaz i Christian? Mieliśmy wtedy po trzynaście lat – oczywiście, że pamięta! Wtedy skradł jej serce.

            Leżały z Caitlin na leżaku i opalały się a chłopaki wydurniali się w wodzie.
           Była taka szczęśliwa, że rodzice pozwolili im spędzić te wakacje razem i zabrali ich nad jezioro. Podniosła okulary przeciwsłoneczne i założyła je na czubek głowy po czym spojrzała na chłopaków.
           Wybuchnęła śmiechem czym zwróciła uwagę przyjaciółki.
     
           -Z czego ha?      
           -Spójrz na nich – kiwnęła głową w stronę jeziora skąd dochodził piski Justina – są gorsi od dzieci a mają już po trzynaście lat – zaczęły się śmiać obie gdy nagle biegnący za Justinem Chris potknął się o jakąś zabawkę dziecka, które bawiło się przy brzegu i wylądował twarzą w piasku.
           Te wakacje na pewno nie będą nudne.
     
           Siedzieli całą szóstką przy ognisku. Justin grał na gitarze i śpiewał a oni bujali się w rytm melodii uśmiechnięci i szczęśliwi.
           Marzyła wtedy tylko o tym aby zawsze byli wszyscy razem.
     
           -Idę się przejść ma ktoś ochotę też? - zapytała i rozejrzała się po reszcie. Justin odłożył gitarę i wstał podając jej dłoń. Chwyciła ją uśmiechnięta i ruszyli w stronę molo.
           Żadne z nich się nie odzywało. Rozumieli się bez słów i nie chcieli niszczyć tego uroku wokół siebie. Usiedli na molo i spuścili nogi w dół. Veronic ułożyła głowę na ramieniu bruneta a ten objął ją ramieniem.
           Jeśli ktoś teraz by ich mijał stwierdziłby, że są naprawdę zakochani. I w istocie tak też było. Ona od kilku miesięcy kochała jego a on ją lecz bali się o tym sobie powiedzieć.
           Bali się, że zniszczą to cudowną przyjaźń jaka między nimi jest.
    
           -Veronic?      
           -Hmmm?      
           -Chciałbym Ci coś powiedzieć wiesz?      
           -Co takiego? - podniosła głowę i spojrzała w jego piękne czekoladowe tęczówki, które zawsze mają taką magiczną moc przyciągania.      
           -Ja...ja zakochałem się wiesz?     
           -Naprawdę? To cudownie Justin – ucałowała jego policzek i uśmiechnęła się promiennie, ale tam głęboko w sercu zabolało ją to, że chłopak kogoś pokochał i ta osobą nie jest ona.      -Ty nie rozumiesz Veronic! Ja zakochałem się w Tobie! - krzyknął chłopak i przeniósł swój wzrok na dziewczynę. 
           Była w szoku.
           Tego się nie spodziewała akurat. Gdy chłopak miał już wstać i odejść złapała go i przyciągnęła do siebie po czym na jego ustach złożyła krótki delikatny pocałunek.
           Zwykłe cmoknięcie a wyrażało wszystko.
           Nie potrzebowali słów. Wiedzieli, że czują to samo.
           Od tamtej pory nie rozstawali się praktycznie na krok a ich przyjaźń nie ucierpiała na tym w ogóle tak jak się obawiali lecz stała się jeszcze silniejsza.

          Czternastoletnia Veronic szła w stronę domu swojego chłopaka. Dziś mija rok jak są razem. Chciała mu zrobić niespodziankę, ale nie zastała go w domu. 
           Była smutna bo chciała ten dzień spędzić tylko z nim a on ciągle wyłączony telefon.
           Wróciła do domu i zamknęła się w swoim pokoju. Położyła się na łóżku przytuliła do siebie miśka, którego dostała od Justina na Walentynki. Sama nie wiedziała kiedy łzy zaczęły lecieć z jej oczu.
           Bolało ją w środku.
           Nie dość, że zapomniał o czymś tak ważnym jak pierwsza rocznica związku to jeszcze ją olewa i wyłącza telefon.
           Wstała z łóżka i również wyłączyła telefon. Jak zacznie dzwonić to poczuje to samo co ona! Zeszła na dół po kubełek waniliowych lodów i wróciła z powrotem na górę. Zasłoniła okno roletą po czym włączyła film na DVD „Szansa na Sukces”. Właśnie tak miała zamiar spędzić ich pierwszą rocznice związku.
     
            Obudziło ją walenie. Nie, nie pukanie wręcz walenie do drzwi frontowych. Nawet nie wie kiedy zasnęła. Wstała i wyszła z pokoju ruszając schodami w dół do drzwi. Gdy usłyszała ponowny łomot wzdrygnęła się.      
           -No przecież już idę! - otworzyła drzwi z rozmachem i jej oczom ukazała się przyjaciółka z uśmiechem od ucha do ucha. Jej dziś jakoś nie było do śmiechu.      
           -Ogarnij się i idziemy.      
           -Nigdzie nie idę!      
          -Idziesz – chciała już zaprzeczyć, ale widzą wzrok Caitlin zrezygnowała. Wróciła do pokoju po torbę i chciała już wyjść gdy zatrzymała ją blondyna.      
         -O nie tak nie wyjdziesz z domu przebieraj się – nie zważając na protesty Veronic podeszła do szafy i wyciągnęła z niej ulubioną sukienkę dziewczyny i kazała się w nią ubrać więc ta bez słowa wyszła z pokoju i weszła do łazienki. 
           Ubrała się i spojrzała w lustro. Złapała za szczotkę uczesała włosy po czym poprawiła delikatnie makijaż.     
           -No teraz wyglądasz jak człowiek. Chodź.      
           Na dworze było już chłodno i robiła się szarówka. Dziękowała sobie w myślach, że zdążyła złapać za swoją katanę, która wisiała w przedpokoju bo na pewno by zmarzła po drodze gdziekolwiek zmierzają.
           Zatrzymały się przy jakiś budynku, do którego weszły i ruszyły schodami do góry. Caitlin kazała iść Veronic pierwszej a ta się nie sprzeczała tylko szła. Gdy doszły do jakiś drzwi blondynka je pchnęła i znalazła się na dachu budynku, do którego wchodziły.
    
           -Możesz mi pow... - urwała w pół słowa gdy zauważyła, że drzwi są zamknięte a jej przyjaciółki nigdzie nie ma – Caitlin to nie jest śmieszne! - podeszłą do drzwi i chciała je otworzyć ale były zamknięte – Ciatlin! - uderzyła otwartą dłonią w drzwi i usłyszała za nimi śmiech przyjaciółki.      -Miłej zabawy życzę! - i jedyne co po tych słowach słyszała to jak jej przyjaciółka zbiega po schodach.
           Świetnie!
           No po prostu świetnie. Ciekawe na ile tu utknęła! I co do jasnej anielki strzeliło do łba Caitlin żeby ją tu zamykać!
           Oparła czoło o zimne drzwi i dreszcz przeszedł po jej ciele. Nagle usłyszała dźwięk gitary. Odwróciła się i zobaczyła Justina siedzącego przy nakrytym stoliku.
           Po chwili chłopak zaczął śpiewać.


I always knew you were the best
The coolest girl I know
So prettier than all the rest
The star of my show

So many times I wished
You'd be the one for me
But never knew it'd get like this
Girl, what you do to me

You're who I'm thinkin' of

Girl, you ain't my runner up
And no matter what
You're always number one

My prize possession, one and only
Adore you girl, I want you
The one I can't live without
That's you, that's you

You're my special little lady
The one that makes me crazy
Of all the girls I've ever known
It's you, it's you

My favorite, my favorite
My favorite, my favorite girl
My favorite girl

           Do oczu napłynęły jej łzy. 
           Stała tam i nie mogła się ruszyć. Patrzyła na niego. Na jego uśmiech, święcące oczy. Na niego całego.
           Odłożył gitarę na bok i podszedł do niej. Spojrzał w jej oczy a prawą dłonią starł łzy z policzków.
     
           -Wszystkie Najlepszego Moja ulubiona dziewczyno z okazji pierwszej rocznicy.      
           -Myślałam, że zapomniałeś.      
           -Nie mógłbym      
           Rzuciła mu się w ramiona i mocno przytuliła. Była pewna, że zapomniał. A jednak nie zapomniał. Uśmiechnęła się przez łzy.
           Łzy szczęścia.
     
           -Kocham Cię Justin.      
          -Ja Kocham Cię bardziej Veronic.

           Tamtego dnia dał jej coś więcej niż jaka tania błyskotka, którą można wyrzucić. Tego nie mogła wyrzucić z pamięci choćby nie wie jak bardzo tego chciała. To już na zawsze będzie w jej sercu i wspomnieniach.
           Justin miał to do siebie, że zawsze dawał każdemu coś wyjątkowego.
           Jej wtedy też dał.
           Za każdym razem gdy słyszała tą piosenkę wspomnienia stawały jej przed oczami. Tak bardzo chciałaby teraz móc stąd wstać i wykrzyczeć mu jak bardzo ją zranił. Ale nie mogła.
           Była bezsilna.

           Dwa tygodnie temu minęło im dwa lata jak są ze sobą. Nawet ich związku nie zniszczyło to, że Justin był od trzech miesięcy w Atlancie gdzie nagrywa swoją debiutancką płytę. 
           Za tydzień mają do niego pojechać. Była taka szczęśliwa i podekscytowana bo już za tydzień zobaczy go po trzech miesiącach rozłąki gdzie mogli tylko rozmawiać przez telefon.
           Usłyszała pukanie do drzwi i szybko zbiegła na dół by je otworzyć. Otworzyła je i stanęła jak wryta. Naprzeciw niej stał Justin. Uśmiechnęła się promiennie i chciała mu się rzucić na szyję gdy usłyszała jego chłodny głos.
     
           -Musimy porozmawiać – wyminął ją i ruszył schodami na górę gdzie znajdował się jej pokój. Zdziwiona zamknęła drzwi i ruszyła za chłopakiem. Stał przy oknie i wpatrywał się w dale.      
           -Chcesz może coś do pi...      
           -Nie możemy być razem.      
           -Słucham? Żarty sobie ze mnie robisz Justin?      
           -Nie. Mówię poważnie – odwrócił się w jej stronę i spojrzał w jej niebieskie oczy. Jego nie wyrażały nic. Kompletnie nic – Nie mogę się spotykać się z marginesem społeczeństwa.      
           Po tych słowach wyszedł z jej domu roztrzaskując jej serce.

           Tak bardzo chciała teraz płakać.
           Tak bardzo.
           Chciała mu pokazać cały jej ból. Pokazać mu wszystko. Jak bardzo zranił wtedy jej piętnastoletnie serce. Od tamtego dnia przestała wierzyć w miłość. Dla niej coś takiego nie istniało. Dla innych może i tak, ale nie dla niej.
           Już nie.
           Nagle poczuła jego usta na swoich. Wezbrała się w niej taka ogromna złość!
           -Nigdy nie przestałem Cię Kochać Moja ulubiona dziewczyno – słyszała jak jego głos się łamał – Nigdy Veronic. Zrobiłem to bo...bo chciałem Cię ochronić przed tym całym bagnem. Ja tam w Atlancie nie miałem już życia. Nie mogłem nigdzie wyjść sam bez ochrony. Nie chciałem by Cię zauważyli. Chciałem byś miała normalne życie Veronic a ze mną byś go nie miała. Nawet nie wiesz jak bardzo bolało mnie wypowiedzenie tych siedmiu słów. Nawet nie wiesz ile łez wylałem od tamtego dnia tęskniąc za Tobą. Gdyby nie kontakt i informacje Caitlin czy reszty to chyba bym oszalał z tęsknoty. Prosiłem ich by dbali o Ciebie. Veronic obudź się proszę. Proszę ja...ja muszę o Ciebie zawalczyć. Muszę o nas zawalczyć. Nie poddam się. Jak już się obudzisz będę chodził za Tobą jak cień i skomlał jak pies o wybaczenie i drugą szanse. Zmarnowałem nam trzy lata życia Moja ulubiona dziewczyno – teraz już płakał. Płakał i nie hamował tego – Kocham Cię Veronic – pocałował ją w czoło po czym wyszedł z sali. Teraz to ona chciała się obudzić. Tak bardzo chciała – zaraz wrócę do Ciebie. Idę tylko po kawę – usłyszała zamykanie drzwi i kroki odbijające się echem od ścian.
           Musi się obudzić. Justin mówił szczerze słyszała to! On ją Kocha! I ona jego też! I co z tego, że ją zranił? Robił to dla niej by ją chronić!
           Za wszelką cenę chciała otworzyć oczy, ale zamiast tego zalała ją ciemność.

           Usłyszała jak ktoś odsuwa krzesło i siada na nim po czym łapie ją za dłoń i pociąga nosem. Chciała się znów poruszyć, ale tak jak za pierwszym razem nie mogła. Nadal czuła się tak jakby była związana jakimiś niewidzialnymi linami.
           -Cześć Veronic – usłyszała słabiutki głos Caitlin – dziś mija równy rok jak tu leżysz – co?! Jak to rok? Przecież ostatnio było dopiero trzy miesiące!! Czy to możliwe by przeleżała w nieświadomości aż dziewięć miesięcy? - lekarze nie mają już nadziei, że się obudzisz. Mówią, że rok to już bardzo długi czasu, i że jeśli nawet się obudzisz to będziesz jak roślinka. Ale oni kłamią! Kłamią bo przecież ludzie budzą się po dwudziestu latach śpiączki i funkcjonują normalnie! Z Tobą też tak będzie. Obudzisz się już lada dzień i wrócisz do zdrowia – dziewczyna zapłakała i ułożyła głowę na brzuchu Veronic – tak bardzo za Tobą tęsknimy. Wróć do nas proszę wróć – drzwi się otworzyły i ktoś wszedł do sali siadając po lewej stronie łóżka i łapiąc ją za druga dłoń.
           -Witaj Moja ulubiona dziewczyno – dwójka przebywająca w sali zaśmiała się i ona też miała ochotę. Tym razem uda jej się obudzić.
           Uda!
           Całą siłę woli skupiła na tym by poruszyć rękę. Wyobraziła sobie jak zaciska pięść i to starała się zrobić.
           Nagle chłopak zerwał się jak oparzony.
           -Ruszyła ręką! Caitlin przysięgam, że ruszyła ręką! - jest! Udało się! Spróbowała zrobić to jeszcze raz tylko teraz jeszcze bardziej. Nie może ich zawieść.
           -Justin biegnij po lekarza szybko!

           Czuła jak powieki jej drgają. Uniosła je delikatnie, ale poczuła taki ból, że zamknęła je na powrót. Uniosła rękę a raczej próbowała bo przez jej ciało przeszedł ogromny ból.
           -Spokojnie Veronic. Skup się na otwarciu oczu. No już mała – chciała odpyskować, że nie jest mała, ale nie miała siły. Znów uniosła delikatnie powieki, ale ból był już dużo mniejszy i znośniejszy. Nagle zobaczyła jasne światło i zamknęła je z powrotem.
           -Otwórz oczy Veronic. Muszę Cię przebadać – 'pfffff mógłbyś to robić delikatniej' pchało jej się na język, ale i tym razem nic nie powiedziała tylko otworzyła oczy.
           Teraz już pewniej.
           Lekarz przyświecił jej w jedno oko potem drugie i stwierdził, że wszystko jest w normie po czym wyszedł z sali zostawiając ją samą.
           No co za cudowny lekarz! Jak ona niby ma sobie teraz poradzić?! Chciała się podnieść, ale tylko syknęła z bólu. Chciała kogoś zawołać i nie dała rady. Gardło ją bolało a z krtani wydobył się jakiś niezidentyfikowany dźwięk. Coś jakby ktoś pocierał o siebie dwa papiery ścierne.
           Drzwi sali otworzyły się a ona delikatnie odwróciła w ich kierunku głowę.
           W progu stało pięć osób. Ciatilin, Chaz, Rayan, Chris i...i Justin. Na ich ustach były uśmiechy a na policzkach łzy. Podeszli do niej i każdy się przytulił.
           Nawet Justin.
           -Potrzebujesz czegoś? - zapytała Caitlin. Veronic uniosła powoli rękę i zrobiła ruch ręką jakby falowała woda. Chciała wody. Tylko wody – mogłabyś jaśniej? - przewróciła oczami z irytacji. Jak ma im powiedzieć co chce skoro nie może słowa wypowiedzieć.
           -Ona chce wody – usłyszała głos Christiana i posłała mu uśmiech pełen wdzięczności. Niby najmłodszy z nich wszystkich a najbardziej kumaty. Justin nie czekając wyszedł z sali i wrócił do niej po nie całej minucie niosąc w ręku kubek z wodą. Podszedł do łóżka i delikatnie uniósł głowę dziewczyny i przyłożył do jej ust kubek przechylając go.
           Brała delikatne łyczki a ból gardła z każdym nowym łykiem zmniejszał się.
           -Nareszcie – jej głos był ochrypły, ale z czasem wróci do dawnej świetności – Niby jesteście starsi od niego – tu kiwnęła głową na Chrisa – Ale za to mało kumaci.
           -Chyba jednak wolałem ją milczącą – powiedział Chaz na co wszyscy na sali wybuchnęli śmiechem.

           Minęły trzy tygodnie od dnia gdy się wybudziła. Codziennie chodziła na rehabilitację by rozruszać zastygłe mięśnie.
           W końcu nie używała ich aż przez rok.
           Przyjaciele odwiedzali ją codziennie. Najczęściej Justin. Ale nie rozmawiali o przeszłość. Chyba jeszcze to nie był ten czas. Oboje zapewne chcieliby o tym porozmawiać w innym miejscu niż sala szpitalna.
           Usłyszała wesołe pogwizdywanie na szpitalnym korytarzu i wiedziała, że zaraz do jej sali wejdzie nikt inny jak Christian. I nie myliła się. Posłała chłopakowi uśmiech a on go odwdzięczył.
           -No to mam dobrą wiadomość! - krzyknął entuzjastycznie – wychodzisz dziś do domu – pomachał jej kartką przed nosem, którą po chwili złapała i zaczęła czytać. Był to wypis ze szpitala – Justin siedzi u lekarza i zbiera instrukcje.
           -Jakie instrukcje?
           -No kiedy przywozić Cię na rehabilitację i jakie ćwiczenia przeprowadzać z Tobą w domu.
           -Mhm – chciała powiedzieć coś jeszcze, ale do sali wszedł brunet. Spojrzał na Chrisa po czym podał mu kluczyki a ten wyszedł z sali z jej torbą wcześniej zostawiając jej ciuchy na przebranie.
           -Musimy pogadać – spojrzała na Justina pytającym wzrokiem – wiem, że to może Ci się nie spodobać, ale przez najbliższe kilka tygodni zamieszkasz u mnie w domu – chciała już zaprotestować, ale chłopak uciszył ją gestem ręki – potrzebujesz dużo przestrzeni do ćwiczeń a siłownia, którą mam w domu też dobrze Ci zrobi. I basen. Basen bardzo pomaga a mam go również w piwnicy więc będziesz mogła chodzić na niego trzy razy dziennie. Na takich warunkach wypisali Cię ze szpitala. Wiem, że powinienem to najpierw uzgodnić z Tobą, ale wiem też że masz już dość tego szpitala dlatego obiecałem lekarzowi, że zamieszkasz ze mną.
           Owszem nie podobał jej się ten pomysł, ale za cenę wypisania ze szpitala woli to mniejsze zło.

           Pływała sobie w basenie już od dobrych trzydziestu minut. A miała to robić po godzinie trzy razy dziennie.
           Była w połowie długości basenu gdy nagle poczuła skurcz w nodze. Zawyła z bólu i poszła pod wodę. Zaczęła machać rękoma na wszystkie strony. Chciała wypłynąć na powierzchnię i zawołać Justina, ale nie miała siły.
           Gdy zaczęła ogarniać ją ciemność wpadła w panikę. Nie chce znów na kolejny rok wpaść w śpiączkę. Do oczu napłynęły jej łzy. Zaczynało jej już brakować sił jak i powietrza gdy poczuła jak silne ramiona wyciągają ją na powierzchnię a potem z basenu. Posadził ją na kafelkach i głaskał uspokajająco po plecach. Szlochała głośno.
           Tak bardzo się bała.
           -Obiecuję, że już nigdy więcej nie zostawię Cię tu samej obiecuję – pocałował ją w czubek głowy i mocno do siebie przytulił. Tak bardzo ją Kochał tak bardzo.

           Stali razem na tym samym molo co cztery lata temu.
           To tu zaczęli ze sobą być i to tu chcieli zacząć wszystko od nowa.
           Veronic stała z przodu i wpatrywała się w piękny zachód słońca a Justin stał kilka kroków za za nią. Jej blond włosy rozwiewał delikatny wiatr.
           Tak znów miała blond włosy.
           Przez rok jaki spędziła włosy jej odrosły i po kolorze czarnym nie było już śladu a ona nie miała zamiaru ich na powrót farbować. Podszedł i stanął ledwie krok za nią. Czuła jego oddech na karku. Nie potrzebowali słów. Rozumieli się bez nich. Ona wiedziała, że on ją Kocha a On wiedział, że mu wybaczyła.
           Objął ją w pasie, dłonie ułożył na jej brzuchu a głowę na ramieniu i uśmiechnął się.
           -Kocham Cię Moja ulubiona dziewczyno.

THE END

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz