Znów to zrobił.
Znów ją okłamał. Zdradził. Skrzywdził. Zranił. Po raz kolejny sprawił, że wylewała przez niego łzy.
Usłyszała dźwięk dzwonka telefonu. Wiedziała, że to on. Tylko dla niego ustawiła jego utwór by wiedzieć, że to on. Nie chciała znów słuchać jego marnych przeprosin i zapewnień, że to ostatni raz. Miała już dość.
Znów ją okłamał. Zdradził. Skrzywdził. Zranił. Po raz kolejny sprawił, że wylewała przez niego łzy.
Usłyszała dźwięk dzwonka telefonu. Wiedziała, że to on. Tylko dla niego ustawiła jego utwór by wiedzieć, że to on. Nie chciała znów słuchać jego marnych przeprosin i zapewnień, że to ostatni raz. Miała już dość.
Nie chcę więcej słuchać Twoich kłamstw,
zabiłeś te Miłość, zabiłeś NAS
zabiłeś te Miłość, zabiłeś NAS
Odrzuciła połączenie, ale po chwili znów zaczął dzwonić. Z jej oczu poleciały łzy gdy na wyświetlaczu pokazało się ich wspólne zdjęcie. Wtedy było jeszcze dobrze. Wtedy jej nie okłamywał. Kochał ją. Nie zdradzał. Teraz mówi, że Kocha a zdradza. Zmienił się. Sława go zmieniła a obiecywał, że tak się nie stanie, że zawsze będzie jej Justinem.
Nie jest.
Już zaczynała zapominać jaki był prawdziwy Justin. Otarła łzy i wyłączyła całkowicie telefon gdy zaczął na powrót dzwonić. Wstała z łóżka i zeszła na dół. Słysząc włączony telewizor w salonie tam się udała i usiadła na kanapie patrząc na mamę.
-Czy Twój wyjazd do Nowego Jorku jest wciąż aktualny?
Otwórz oczy jest za późno,
nie szukaj mnie na próżno.
Teraz tylko tracisz swój czas,
czy tak wiele wymagałam
w ślepą Miłość zaplątana?
nie szukaj mnie na próżno.
Teraz tylko tracisz swój czas,
czy tak wiele wymagałam
w ślepą Miłość zaplątana?
Spojrzała na mamę, która delikatnie ją szturchnęła. Wyciągnęła słuchawki z uszu patrząc na nią.
-Zapnij pasy zaraz lądujemy – schowała swoją MP3 to torby i zapięła pas. Spojrzała przez samolotowe okno na wschodzące słońce nad Nowym Jorkiem.
-Zapnij pasy zaraz lądujemy – schowała swoją MP3 to torby i zapięła pas. Spojrzała przez samolotowe okno na wschodzące słońce nad Nowym Jorkiem.
Wstaje nowy dzień,
nie zatrzymam się.
Wiarę w sobie mam,
silną niczym wiatr
nie zatrzymam się.
Wiarę w sobie mam,
silną niczym wiatr
Jeden dzień.
Spóźnił się tylko jeden pieprzony dzień a stracił wszystko co miał. Wszystko co Kochał. Stracił ją.
Michelle. Jego kochaną Chell.
Stał pod jej domem i patrzył na tabliczkę wbitą w trawnik 'Na Sprzedaż'.
Schował ręce do kieszeni spodni odwrócił się i ruszył w stronę swojego domu a po jego policzku spłynęła jedna jedyna łza.
Stał pod jej domem i patrzył na tabliczkę wbitą w trawnik 'Na Sprzedaż'.
Schował ręce do kieszeni spodni odwrócił się i ruszył w stronę swojego domu a po jego policzku spłynęła jedna jedyna łza.
Stracił ją.
Jesteś dla mnie wszystkim
wszystkim czego w życiu chcę
Jesteś dla mnie wszystkim
Tylko nie zostawiaj mnie
wszystkim czego w życiu chcę
Jesteś dla mnie wszystkim
Tylko nie zostawiaj mnie
Szła chodnikiem ze słuchawkami w uszach i słuchając muzyki.
To już rok.
Rok odkąd wyjechała z Kanady do Nowego Jorku jak i rok odkąd nie jest z Justinem. Usunęła swojego Twittera, przestała słuchać jego muzyki czytać gazet, stron o nim. Po prostu wyrzuciła go ze swojego życia choć nie było to łatwe chodząc do szkoły, w której był ogrom jego Belibers, ale powolutku z dnia na dzień dawała sobie radę.
Nadal go Kocha, ale już nie tak mocno jak rok temu. Nie da się od tak wymazać z pamięci i serca czterech lat związku.
Jutro są jej dziewiętnaste urodziny, które spędzi sama. Tak sama. Nie ma żadnych znajomych tutaj. Wszystkie dziewczyny znienawidziły ją gdy dowiedziały się, że nie jest Belibers. Ciekawe co by zrobiły gdyby dowiedziały się, że jest byłą dziewczyną ich ulubionego idola.
Nagle odbiła się od czegoś a raczej od kogoś. Upadła na chodnik a słuchawki wypadły jej z uszu.
-Przepraszam zamyśliłem się i nie zauważyłem Cię – cała zdrętwiała słysząc ten głos. To nie może się dziać naprawdę. Dlaczego na tyle ulic w Nowym Jorku on pojawił się akurat na tej samej co ona?
Zauważyła wyciągniętą dłoń w jej kierunku. Może jej nie pozna? W końcu zamiast blond włosów na jej ramiona opadają brązowe pukle. Chwyciła niepewnie jego dłoń nie patrząc na niego. Gdy stanęła na nogach mruknęła pod nosem ciche 'Dziękuję' i wyminęła go ruszając dalej przed siebie.
-Czy znów mi uciekniesz tak jak rok temu Chell?
Zatrzymała się i poczuła się tak jakby ktoś wylał na nią wiadro lodowatej wody. Jak...jak to możliwe, że ją rozpoznał? Zmieniła się przez ten rok i to bardzo. Poczuła jak staje za nią. Do jej nozdrzy doszedł jego zapach a do oczu napłynęły łzy.
-Nie uciekaj już proszę. Kolejnego roku bez Ciebie nie przeżyję Michelle.
Zerwała się z miejsca i ruszyła biegiem przed siebie. Byle jak najdalej od niego. Jak najdalej.
-Michelle! - usłyszała krzyk za sobą. Nie zatrzymała się. Nie odwróciła. Biegła. Jak najdalej. Jak najdalej od niego. Od bólu. Od cierpienia.
Wbiegła do mieszkania zamykając za sobą głośno drzwi osunęła się po nich i rozpłakała jak małe dziecko. Wszystko wróciło. Ból. Cierpienie. Kłamstwa. Zdrady. I miłość. Ze zdwojoną siłą. Myślała, że już o nim zapomniała. Że już nie Kocha jak dawniej. Kocha. Kocha równie mocno jak rok temu a nawet i bardziej.
W tej chwili cieszyła się, że jej mama wyjechała wczoraj na tygodniową delegację i jest sama w domu. Podniosła się i ruszyła w stronę swojego pokoju.
Krzątała się po kuchni gotując sobie obiad na dziś. W radiu leciała najnowsza piosenka Rihanny, która nuciła sobie pod nosem. Wrzuciła makaron do gotującej się wody i poszła w stronę drzwi usłyszawszy dzwonek.
Pewnie pani Doris przyszła sprawdzić czy niczego jej nie trzeba. Zawsze tak było gdy jej mama wyjeżdżała w delegacje. Otworzyła drzwi i zamarła w bezruchu. Patrzyła się na stojącego przed nią chłopaka, który w ręku trzymał jedną białą różę.
Jej ulubioną.
-Witaj Chell – szepnął chłopak – Mogę wejść?
-Po co? I co tu w ogóle robisz Justin?
-Rok temu nie zdążyłem...
-Justin proszę przestań. Nie chcę znów tego słuchać. Już nie.
-Michelle proszę...błagam pozwól mi z Tobą porozmawiać – chłopak przymknął oczy by po chwili je otworzyć i spojrzeć na dziewczynę – Jeśli mam Cię stracić już na zawsze to chociaż pozwól mi żyć ze świadomością, że ten ostatni raz walczyłem o Ciebie.
-Po co?
-Bo wciąż Cię Kocham Chell
Stała za kulisami i patrzyła jak je chłopak zaszaleje na scenie.
Tak wróciła do Justina. Zaufała mu kolejny raz. Czy zrobiła dobrze? To się okaże za jakiś czas. Na razie chce brać szczęścia tyle ile udźwignie.
Kocha Go i wie, że on Kocha ją. Usłyszała głośne piski i spojrzała w tamtą stronę. Widząc chłopaka, który chodził po scenie bez koszulki, zaśmiała się pod nosem. Nie była zazdrosna. Zaufała mu. Inne mogą popatrzeć, ale Justin jest jej.
Ten rok dobrze zrobił im obojgu.
Ma nadzieję, że następny rok spędzą razem.
THE END
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz