Była zwykłą dziewczyną, która nie szukała popularności wśród swoich rówieśników. Uczyła
się dobrze, nawet bardzo dobrze bo wiedziała, że nauka i dobre w niej wyniki są dla niej kluczem do wyjścia, do ucieczki z domu i takiego życia jakie mają jej rodzice. Oboje nigdy nie zdobyli dobrego wykształcenia
i oboje mają marne wypłaty a co za tym idzie nie mają idealnego i cudownego życia.
Ivette – bo tak miała na imię dziewczyna – była nie wysoką szatynką o zielonych oczach. Włosy zawsze miała związane w niedbałego kitka a na nosie spoczywały okulary 'kujonki', które tak naprawdę w ogóle nie były jej potrzebne. Chowała za nimi swoje soczyście zielone oczy, które były jej atutem. W ogóle dziewczyna była ładnej delikatnej urody, ale chowała to. Nie była taka jak jej inne rówieśniczki, które co chwile zmieniały chłopaków, malowały się i podążały za trendem mody. Ivette taka nie była. Nie interesowała ją moda, kosmetyki a już tym bardziej chłopcy. Przynajmniej nie teraz. Teraz najważniejsza była nauka i to by dostać się jak na najlepsze studia.
Weszła do budynku szkoły i swoje kroki skierowała w stronę szkolnych szafek by zostawić tam swoją bluzę i niepotrzebne na ta chwilę książki oraz zeszyty. Jej pierwszą lekcją w tym dniu była chemia, którą dziewczyna wręcz uwielbiała. Dla innych ten przedmiot był czarną magią i istnym koszmarem, ale nie dla niej. Nie dla osoby, która chciała w przyszłości zostać lekarzem. Tak. Ivette chciała zostać lekarzem. A dokładniej dziecięcym kardiologiem i móc ratować życia tym małym istotom, które mogą mieć jeszcze całe życie przed sobą.
Usiadła na podłodze i wyjęła z torby zeszyt otwierając go na ostatnim temacie i powtarzając go. Oczywiście to nie było jej potrzebne, ale wolała mieć pewność, że wszystko umie.
-Patrzcie a kujonica znów ślęczy nad zeszytami. Ona to już chyba tym zeszytom ślubowała miłość oraz wierność po wsze czasy – usłyszała głos chłopaka, który chodzi do jej klasy a zaraz po jego słowach usłyszała również śmiechy innych. Nie przejmowała się tym. Nie widziała sensu. W sumie od czasu do czasu jej dogadują, ale nie na tyle by musiała się tym przejmować. Nawet nie raz proszą ją o pomoc w zadaniach czy w wytłumaczeniu danego tematu. Czy była lubiana? Tak średnio. Kilka razy dostawała zaproszenia na imprezy i słyszała, że powinna choć na chwilę oderwać się od nauki. Wiedziała, że mają rację ale nie dopuszczała na dłuższy czas tego do siebie. Nauka była najważniejsza. Teraz nie miała czasu na imprezy, związki a już tym bardziej nie miała czasu na miłość o ile takowa istniała.
Wstała z podłogi gdy nauczycielka podeszła i otworzyła salę. Weszła do środka i usiadła w trzeciej ławce pod ścianą a zaraz za nią usiadł nie kto inny jak sam wielki Justin Bieber. Widziała, że usiadł tam tylko dlatego ponieważ chemia to była jego pięta Achillesowa i często prosił ją o pomoc lub o podpowiedzi na sprawdzianie. Pomagała mu. Nie widziała powodu aby tego nie robić. Po prostu nie umiała nie pomóc gdy ktoś o tą pomoc prosił.
-Sprawdziłam wasze kartkówki – nauczycielka przejechała wzrokiem po całej klasie mówiącym 'jak tak dalej pójdzie to większość was zostanie na powtórkę' – Jestem wręcz załamana waszymi ocenami – podała kartki Lisie rudowłosej dziewczynie siedzącej w pierwszej ławce a ta wstała i zaczęła chodzić po klasie rozdając kartkówki. Gdy podeszła do ławki chłopaka siedzącego zaraz za Ivette i położyła mu kartkę to ten od razu jęknął załamany widząc iż nie zaliczył kolejnej kartkówki.
-Mama mnie zabije za to – położył głowę na blacie ławki i wcale nie zrobił tego delikatnie bo echo uderzenia rozniosło się po całej klasie i parę osób prasknęło śmiechem na to – Mogę się pożegnać z Europejską trasą na wakacje – lamentował siedząc i nadal mając głowę na ławce.
-Poproś Ivette o pomoc. Ona nigdy nie odmawia – cała klasa od razu spojrzała na dziewczynę.
-Naprawdę mogłabyś mi pomóc z tym – pomachał dziewczynie kartką przed nosem – Jeśli się zgodzisz będę Ci wielbił po wsze czasy Ivette Harrison – cała klasa na te słowa zaśmiała się w głos nawet nauczycielka uśmiechnęła się pod nosem.
-Obejdzie się bez twojego wielbienia Justin. Czekaj na mnie dziś pod szkołą to umówimy się na pierwsze korepetycje – powiedziała dziewczyna i na powrót odwróciła się w stronę tablicy.
-Alleluja! Jestem uratowany! - teraz to już nawet nauczycielka wybuchnęła śmiechem po słowach chłopaka i postanowiła zrobić luźną lekcję. W końcu i tak już za pięć tygodni koniec roku więc jedną lekcję mogła im darować.
Wychodząc ze szkoły napotkała siedzącego na schodach Justina, który cierpliwie czekał na dziewczynę mimo że lekcje skończył dwie godziny wcześniej. Naprawdę zależało mu na tym aby zaliczyć chemię. Jeśli jej nie zaliczy może pożegnać się z wakacyjną Europejską trasą na rzecz nauki na poprawkę. Tego nie chciał. Chciał zaliczyć ten przeklęty przedmiot i móc pojechać w tą trasę, na którą tak długo i ciężko pracował.
-Serio? Siedziałeś tu całe dwie godziny? - zapytała podnoszą lewą brew do góry w geście zapytania – Jesteś albo szalony, albo naprawdę zdesperowany.
-Zdesperowany – odpowiedział – Naprawdę zależy mi na zaliczeniu chemii.
-Zależy Ci na chemii czy na trasie?
-Tak naprawdę to na obu tych rzeczach – zaśmiał się i podrapał po karku – Widzisz jeśli nie zaliczę chemii to mogę pomarzyć o trasie. Więc jedno wykluczy drugie.
-W takim razie nie traćmy czasu – powiedziała i ruszyła przed siebie – No idziesz? - zapytała gdy zauważyła, że chłopak jest w tym samym miejscu, w którym stał. Ocknął się i ruszył za dziewczyną po chwili ją wyprzedzając i podchodząc do swojego auta i otwierając jej drzwi. Podeszła do chłopaka i dziękując mu wsiadła do auta i zapięła pasy.
Spotykali się codziennie od trzech tygodni by się uczyć a dokładnie by Ivette uczyła Justina. Dziewczyna musiała przyznać, że chłopak był pojętny i szybko załapywał materiał a co za tym idzie szybko poprawiał oceny i zaliczał te bieżące. Justin miał jeszcze do zaliczenia cztery sprawdziany więc Ivette obliczyła, że w tempie w jakim chłopak przyswajał wiedzę jeszcze przez dwa tygodnie będzie jego korepetytorką.
-Znów je założyłaś Ivette? - chłopak spojrzał na dziewczynę i podszedł do niej by po chwili zdjąć z jej twarzy okulary, które przysłaniały jej oczy – Przecież dobrze wiesz, że w ogóle nie są Ci potrzebne więc po co je nosisz?
-Bo lubię – podeszła i zabrała mu je z rąk zakładając je z powrotem – Przyzwyczaiłam się już do nich Justin – chłopak przewrócił tylko oczami i otworzył dziewczynie drzwi od auta by po chwili je zamknąć i samemu usiąść na miejscu kierowcy. Odpalił silnik i już po chwili wyjechali ze szkolnego parkingu.
Siedzieli w pokoju chłopaka. Justin rozwiązywał zadania, które podała mu Ivette a ona sama siedziała w wygodnym dmuchanym fotelu i uczyła się z historii na jutrzejszy sprawdzian. Co prawda już wszystko umiała, ale była zdania, że nie zaszkodzi pouczyć się jeszcze dla pewności.
-Skończyłem! - dziewczyna podskoczyła na fotelu i posłała mu karcące spojrzenie – Przepraszam. Sprawdzisz? - zapytał podając jej kartkę, którą ona chwyciła i zaczęła czytać po kolei każde napisane przez chłopaka zadanie. Po chwili oddała mu kartkę mówiąc, że wszystko jest dobrze na co chłopak klasną w dłonie i zabrał z rąk dziewczyny zeszyt wrzucając go do swojego plecaka.
-Mogę wiedzieć dlaczego pozbawiłeś mnie mojego zeszytu z historii? - spojrzała na niego i podniosła lewą brew do góry – No słucham?
-Oh Ivette starczy nauki – posłała mu pytające spojrzenie – Idziemy dziś na imprezę – dziewczyna roześmiała się głośno na słowa chłopaka. Bardzo zabawne. Ona i impreza w jednym zdaniu to jest kawał miesiąca jak nie roku. Przecież ona nigdy nie była na żadnej imprezie. Przestała się śmiać gdy zauważyła poważny wzrok chłopaka. Czy on mówił poważnie z tą imprezą?
-Justin to nie jest dobry pomysł uwierz mi ja nig...
-Nigdy nie byłaś na imprezie tak wiem. Dlatego kiedyś musi być ten pierwszy raz. Masz – chłopak wyciągnął w stronę Ivette rękę, w której trzymał torbę – No nie patrz tak tylko weź i idź się przebierz do łazienki – dziewczyna w szoku chwyciła torbę i zamknęła się w łazience chłopaka. Położyła torbę na zamkniętym sedesie i spojrzała na nią. Co ona w ogóle wyprawia! Chwyciła torbę i przekręciła zamek w drzwiach.
-Jeśli nie jesteś przebrana nawet stamtąd nie wychodź Ivette! Mówię poważnie – mruknęła coś pod nosem i z powrotem przekręciła zamek – Tak też myślałem – usłyszała głos Justina zza drzwi. Znów spojrzała na torbę by po chwili wyjąc z niej to co w niej było. Obejrzała to i musiała przyznać, że Justin ma gust. Rozebrała się i została tylko w bieliźnie. Założyła czarne leginsy by po chwili założyć na siebie fioletową tunikę, która sięgała jej do połowy ud a na to założyła czarną skórzaną kurteczkę, która kończyła się kawałeczek pod piersiami. Stanęła przed lustrem i spojrzała na swoje odbicie. Przecież to istne szaleństwo. Zamknęła oczy by po chwili je znów otworzyć.
Istne szaleństwo.
Tak jak kilkanaście minut wcześniej przekręciła zamek w drzwiach i powoli otworzyła je by po chwili wyjść i stanąć na środku pokoju. Justin, który leżał na łóżku i swoją droga też był już przebrany wstał i spojrzał na dziewczynę.
Powoli podszedł do niej i stanął przed nią. Ściągnął z jej włosów gumkę a ciemne włosy rozsypały się na ramiona.
-Wow – Justin mierzył Ivette wzrokiem z góry na dół – Jesteś naprawdę śliczna a chowasz się pod tymi workami i za tymi... – tu machnął ręką w stronę okularów dziewczyny – W sumie na dziś nie są Ci potrzebne – i ściągnął je z jej twarzy by rzucić je na swoje łóżko – Na delikatny makijaż już Cię nie namówię prawda? - dziewczyna pokręciła głową na nie – Trudno. Bez niego też ślicznie wyglądasz – zarumieniła się i spuściła głowę w dół zakrywając czerwone policzki włosami – Ivette... - podniosła głowę do góry i poczuła usta chłopaka na swoich. Nie wiedziała co się przez chwilę dzieje, ale gdy poczuła jak rozchyla jej wargi odskoczyła od niego szybko i przyłożyła dłoń do ust.
-Co Ty robisz Justin!! Masz dziewczynę do jasnej cholery! - krzyczała na niego, ale chłopak nie słuchał jej krzyków. W głowie ciągle miał smak jej ust. Nie zastanawiając się podszedł do niej i znów pocałował tym razem bez żadnego bawienia się w czułości włożył język do jej ust i badał jej podniebienie swoim językiem. Dziewczyna chciała znów się odsunąć, ale nie pozwolił jej przyciągając ją bliżej siebie. Po chwili dziewczyna poddała się i oddała mu pocałunek na co Justin westchnął. Odsunął się od Ivette i spojrzał jej w oczy.
-Przepraszam Ivette, ale od dłuższego czasu tego pragnąłem. Wiem, że jestem z Seleną, ale naprawdę pragnąłem Cię pocałować zresztą... - przymknął oczy by po chwili oprzeć swoje czoło o czoło Ivette – Poczułem coś do Ciebie. Coś cholernie silnego. Ciągle o Tobie myślę i nie potrafię przestać. Zawładnęłaś całym mną.
-Justin ja...przepraszam, ale nie mam teraz czasu na związki i miłość muszę się skupić na nauce, pójść na studia...przepraszam – po tych słowach wyswobodziła się z jego uścisku i wybiegła z pokoju a potem domu.
Weszła do budynku szkoły i od razu skierowała się w stronę sali gimnastycznej. Dziś jest zakończenie szkoły. Dziś odbierze dyplom i jeszcze dziś wyjedzie do Los Angeles do uczelni na wakacyjne warsztaty i już tam zostanie na całe pięć lat studiów. Nie ma na tyle pieniędzy aby móc wracać do Kanady na święta czy wakacje. I tak była bardzo szczęśliwa gdy dowiedziała się, że ją przyjęli a co najlepsze, że przyznali jej stypendium.
Od sytuacji z domu Justina nie utrzymywała z nim kontaktu. Najzwyklej w świecie unikała go no i było jej głupio, że tak się zachowała, że uciekła jak zwykły tchórz. Ale naprawdę nie chciała się teraz dekoncentrować jakimkolwiek związkiem. Zwłaszcza związkiem z samym Justinem Bieberem.
Usiadła na jednym z krzeseł tuż przed mini sceną, którą wstawili tu specjalnie na ten dzień. Odetchnęła z ulgą gdy wszystkie miejsca obok niej były zajęte. Wiedziała, że wtedy Justin tu nie usiądzie. Zresztą on nie lubił siedzieć na początku i też dlatego tu usiadła.
Zaprzestała swoich rozmyślań gdy na mini scenę wyszedł dyrektor i zaczął wygłaszać swoją przemowę. Mało kto go słuchał. Każdy był już myślami na imprezie rozpoczynającej wakacje jak i przy całych dwóch miesiącach wolnego, które ich czeka.
Po długiej przemowie przyszedł czas na rozdanie dyplomów. Pani wicedyrektor wyczytywała nazwiska a sam dyrektor wręczał dyplomy i gratulował ukończenia liceum. Na sali co chwile błyskały flesze aparatów ponieważ każdy rodzic chciał uwiecznić tak ważną chwilę jak ukończenie szkoły średniej. Każdy rodzic oprócz jej. Jej rodzice byli zdania, że kiedyś to musiało nastąpić i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Ona myślała inaczej. Przecież liceum kończy się raz w życiu prawda? Było jej przykro, że nie ma z nią nich w tak ważnym dla niej dniu, ale nie pokazywała tego. Z wysoko i dumnie uniesioną głową wyszła na scenę by odebrać od dyrektora swój dyplom i gratulacje. Uścisnęła dłoń niskiego pulchnego mężczyzny i usłyszała pstryknięcie i blask flesza. Odwróciła głowę i zauważyła stojącą pani Pattie kilka metrów od sceny i robiącej je zdjęcia. Pokazała jej by się uśmiechnęła więc tak zrobiła i jasny błysk poraził ją w oczy.
Zamknęła drzwi i chwyciła za rączkę walizki by móc ją znieść ze schodów. Gdy już to zrobiła chwyciła za telefon i zaczęła wybijać na klawiaturze numer na taksówkę.
-A więc naprawdę wyjeżdżasz – podskoczyła w miejscu i z ledwością utrzymała telefon w ręce usłyszawszy głos tuż za sobą. Odwróciła się i napotkała ciemne tęczówki chłopaka – Miałaś w ogóle zamiar mi o tym powiedzieć Ivette?
-Nie widziałam takiej potrzeby – spojrzała na telefon i miała już przycisnąć zieloną słuchawkę gdy urządzenie zostało zabrane z jej dłoni – Serio. Powinieneś przestać ciągle zabierać mi coś z dłoni.
-Naprawdę Ivette? Nie zasłużyłem nawet na głupie 'wyjeżdżam dziś do Los Angeles'. Naprawdę?- patrzył na nią zawiedzionym wzrokiem.
-Po co miałam kogokolwiek informować? Przecież nikomu na mnie nie zależy.
-Naprawdę tak sądzisz? - pokiwała głową na tak – Nawet po tym co Ci powiedziałem?
-Justin...nie czujesz nic do mnie to tylko zwykłe nic nie znaczące zau...
-Nie wiesz nic o moich uczuciach Ivette! Nie wiesz co czuję! Nie wiesz jak cholernie zabolała mnie informacja, że dziś wyjeżdżasz, i że już pewnie się pakujesz bądź jesteś w drodze na lotnisko. Cholera Ivette! Czy naprawdę uważasz, że to co Ci powiedziałem u mnie w domu to zwykłe nic nie znaczące słowa? - stała nic nie mówiąc tylko wpatrywała się w niego. Czy on naprawdę mówił wtedy poważnie? Czy to możliwe, że on Justin Bieber zakochał się w kimś takim jak ona?
-Justin mówiłam Ci, że nie mam teraz czasu...
-Wiem. Ale czy mogę Cię chociaż prosić o to abyśmy zostali przyjaciółmi? Chociaż na czas Twoich studiów?
-Przecież to pięć lat Justin! Przez ten czas możesz znaleźć sobie kogoś zakochać się.
-Poczekam.
Opuściła mury uczelni z dyplomem ukończenia jej. Od dziś może pracować już jako samodzielny lekarz kardiolog. Te pięć lat minęły tak szybko. Dopiero co miała dziewiętnaście lat i kończyła liceum a teraz ma lat dwadzieścia cztery i trzyma w ręku dyplom ukończenia studiów medycznych. Od teraz zacznie kolejny etap w życiu zwany pracą. Może nawet teraz pozwoli sobie na jakiś związek. Może kogoś pozna kogo obdarzy tym magicznym uczuciem jakim jest miłość. Może zapomni o Justinie i o tym marnym uczuciu jakim go obdarzyła i, o którym on nie miał w ogóle pojęcia ponieważ zniknął z jej życia tak nagle. Nie utrzymują kontaktów już od przeszło trzech lat. Od dnia, w którym Justin na powrót zszedł się z Seleną. Nie miała mu tego za złe. Pozwoliła mu na utrzymywanie z nią kontaktów w jego mniemaniu na przyjaźń z nią, ale dobrze wiedziała, że on nie wytrzyma pięciu lat w utwierdzeniu, że ją Kocha. Wytrzymał tyko ponad półtora roku zanim urwał z nią kontakt a ona z radia dowiedziała się, że wrócił do byłej dziewczyny.
-Ivette! - odwróciła się i zauważyła biegnącego w jej kierunku Maxa. Max jest a raczej teraz już był jej kolegą z uczelni, z którym często siedziała na wykładach – Dasz się zaprosić jutro na kawę?
-Jutro powiadasz? - na szybkiego w głowie przeanalizowała czy ma coś jutro w planach a gdy stwierdziła, że jutro jest wolna chciała już odpowiedzieć mu twierdząco gdy usłyszała dziwne piski dziewcząt.
-O mój boże przecież to sam Justin Bieber – Ivette wyprostowała się jak struna. Nie wierzyła w to co przed chwilą usłyszała od przebiegającej obok nich dziewczyny. Odwróciła się w stronę parkingu i musiała przyznać racje dziewczynie. To naprawdę był Justin. Właśnie robił sobie zdjęcie jak podejrzewała z fanką lecz gdy ją zauważył zdjął ciemne okulary i uśmiechnął się w jej stronę z niepewnością. Musiała przyznać, że trochu się zmienił od ich ostatniego spotkania. Stał się mężczyzną a nie tym zwariowanym nastolatkiem. Wolnym krokiem podeszła do niego i gdy stanęła przed nim obok niego nie było już nikogo.
-Czy teraz już masz czas na związek ze mną Ivette? - podeszła bliżej i najzwyklej w świecie się do niego przytuliła. Właśnie teraz zrozumiała jak cholernie mocno go kocha.
-Tak. To już jest ten czas Justin.
Ivette – bo tak miała na imię dziewczyna – była nie wysoką szatynką o zielonych oczach. Włosy zawsze miała związane w niedbałego kitka a na nosie spoczywały okulary 'kujonki', które tak naprawdę w ogóle nie były jej potrzebne. Chowała za nimi swoje soczyście zielone oczy, które były jej atutem. W ogóle dziewczyna była ładnej delikatnej urody, ale chowała to. Nie była taka jak jej inne rówieśniczki, które co chwile zmieniały chłopaków, malowały się i podążały za trendem mody. Ivette taka nie była. Nie interesowała ją moda, kosmetyki a już tym bardziej chłopcy. Przynajmniej nie teraz. Teraz najważniejsza była nauka i to by dostać się jak na najlepsze studia.
Weszła do budynku szkoły i swoje kroki skierowała w stronę szkolnych szafek by zostawić tam swoją bluzę i niepotrzebne na ta chwilę książki oraz zeszyty. Jej pierwszą lekcją w tym dniu była chemia, którą dziewczyna wręcz uwielbiała. Dla innych ten przedmiot był czarną magią i istnym koszmarem, ale nie dla niej. Nie dla osoby, która chciała w przyszłości zostać lekarzem. Tak. Ivette chciała zostać lekarzem. A dokładniej dziecięcym kardiologiem i móc ratować życia tym małym istotom, które mogą mieć jeszcze całe życie przed sobą.
Usiadła na podłodze i wyjęła z torby zeszyt otwierając go na ostatnim temacie i powtarzając go. Oczywiście to nie było jej potrzebne, ale wolała mieć pewność, że wszystko umie.
-Patrzcie a kujonica znów ślęczy nad zeszytami. Ona to już chyba tym zeszytom ślubowała miłość oraz wierność po wsze czasy – usłyszała głos chłopaka, który chodzi do jej klasy a zaraz po jego słowach usłyszała również śmiechy innych. Nie przejmowała się tym. Nie widziała sensu. W sumie od czasu do czasu jej dogadują, ale nie na tyle by musiała się tym przejmować. Nawet nie raz proszą ją o pomoc w zadaniach czy w wytłumaczeniu danego tematu. Czy była lubiana? Tak średnio. Kilka razy dostawała zaproszenia na imprezy i słyszała, że powinna choć na chwilę oderwać się od nauki. Wiedziała, że mają rację ale nie dopuszczała na dłuższy czas tego do siebie. Nauka była najważniejsza. Teraz nie miała czasu na imprezy, związki a już tym bardziej nie miała czasu na miłość o ile takowa istniała.
Wstała z podłogi gdy nauczycielka podeszła i otworzyła salę. Weszła do środka i usiadła w trzeciej ławce pod ścianą a zaraz za nią usiadł nie kto inny jak sam wielki Justin Bieber. Widziała, że usiadł tam tylko dlatego ponieważ chemia to była jego pięta Achillesowa i często prosił ją o pomoc lub o podpowiedzi na sprawdzianie. Pomagała mu. Nie widziała powodu aby tego nie robić. Po prostu nie umiała nie pomóc gdy ktoś o tą pomoc prosił.
-Sprawdziłam wasze kartkówki – nauczycielka przejechała wzrokiem po całej klasie mówiącym 'jak tak dalej pójdzie to większość was zostanie na powtórkę' – Jestem wręcz załamana waszymi ocenami – podała kartki Lisie rudowłosej dziewczynie siedzącej w pierwszej ławce a ta wstała i zaczęła chodzić po klasie rozdając kartkówki. Gdy podeszła do ławki chłopaka siedzącego zaraz za Ivette i położyła mu kartkę to ten od razu jęknął załamany widząc iż nie zaliczył kolejnej kartkówki.
-Mama mnie zabije za to – położył głowę na blacie ławki i wcale nie zrobił tego delikatnie bo echo uderzenia rozniosło się po całej klasie i parę osób prasknęło śmiechem na to – Mogę się pożegnać z Europejską trasą na wakacje – lamentował siedząc i nadal mając głowę na ławce.
-Poproś Ivette o pomoc. Ona nigdy nie odmawia – cała klasa od razu spojrzała na dziewczynę.
-Naprawdę mogłabyś mi pomóc z tym – pomachał dziewczynie kartką przed nosem – Jeśli się zgodzisz będę Ci wielbił po wsze czasy Ivette Harrison – cała klasa na te słowa zaśmiała się w głos nawet nauczycielka uśmiechnęła się pod nosem.
-Obejdzie się bez twojego wielbienia Justin. Czekaj na mnie dziś pod szkołą to umówimy się na pierwsze korepetycje – powiedziała dziewczyna i na powrót odwróciła się w stronę tablicy.
-Alleluja! Jestem uratowany! - teraz to już nawet nauczycielka wybuchnęła śmiechem po słowach chłopaka i postanowiła zrobić luźną lekcję. W końcu i tak już za pięć tygodni koniec roku więc jedną lekcję mogła im darować.
Wychodząc ze szkoły napotkała siedzącego na schodach Justina, który cierpliwie czekał na dziewczynę mimo że lekcje skończył dwie godziny wcześniej. Naprawdę zależało mu na tym aby zaliczyć chemię. Jeśli jej nie zaliczy może pożegnać się z wakacyjną Europejską trasą na rzecz nauki na poprawkę. Tego nie chciał. Chciał zaliczyć ten przeklęty przedmiot i móc pojechać w tą trasę, na którą tak długo i ciężko pracował.
-Serio? Siedziałeś tu całe dwie godziny? - zapytała podnoszą lewą brew do góry w geście zapytania – Jesteś albo szalony, albo naprawdę zdesperowany.
-Zdesperowany – odpowiedział – Naprawdę zależy mi na zaliczeniu chemii.
-Zależy Ci na chemii czy na trasie?
-Tak naprawdę to na obu tych rzeczach – zaśmiał się i podrapał po karku – Widzisz jeśli nie zaliczę chemii to mogę pomarzyć o trasie. Więc jedno wykluczy drugie.
-W takim razie nie traćmy czasu – powiedziała i ruszyła przed siebie – No idziesz? - zapytała gdy zauważyła, że chłopak jest w tym samym miejscu, w którym stał. Ocknął się i ruszył za dziewczyną po chwili ją wyprzedzając i podchodząc do swojego auta i otwierając jej drzwi. Podeszła do chłopaka i dziękując mu wsiadła do auta i zapięła pasy.
Spotykali się codziennie od trzech tygodni by się uczyć a dokładnie by Ivette uczyła Justina. Dziewczyna musiała przyznać, że chłopak był pojętny i szybko załapywał materiał a co za tym idzie szybko poprawiał oceny i zaliczał te bieżące. Justin miał jeszcze do zaliczenia cztery sprawdziany więc Ivette obliczyła, że w tempie w jakim chłopak przyswajał wiedzę jeszcze przez dwa tygodnie będzie jego korepetytorką.
-Znów je założyłaś Ivette? - chłopak spojrzał na dziewczynę i podszedł do niej by po chwili zdjąć z jej twarzy okulary, które przysłaniały jej oczy – Przecież dobrze wiesz, że w ogóle nie są Ci potrzebne więc po co je nosisz?
-Bo lubię – podeszła i zabrała mu je z rąk zakładając je z powrotem – Przyzwyczaiłam się już do nich Justin – chłopak przewrócił tylko oczami i otworzył dziewczynie drzwi od auta by po chwili je zamknąć i samemu usiąść na miejscu kierowcy. Odpalił silnik i już po chwili wyjechali ze szkolnego parkingu.
Siedzieli w pokoju chłopaka. Justin rozwiązywał zadania, które podała mu Ivette a ona sama siedziała w wygodnym dmuchanym fotelu i uczyła się z historii na jutrzejszy sprawdzian. Co prawda już wszystko umiała, ale była zdania, że nie zaszkodzi pouczyć się jeszcze dla pewności.
-Skończyłem! - dziewczyna podskoczyła na fotelu i posłała mu karcące spojrzenie – Przepraszam. Sprawdzisz? - zapytał podając jej kartkę, którą ona chwyciła i zaczęła czytać po kolei każde napisane przez chłopaka zadanie. Po chwili oddała mu kartkę mówiąc, że wszystko jest dobrze na co chłopak klasną w dłonie i zabrał z rąk dziewczyny zeszyt wrzucając go do swojego plecaka.
-Mogę wiedzieć dlaczego pozbawiłeś mnie mojego zeszytu z historii? - spojrzała na niego i podniosła lewą brew do góry – No słucham?
-Oh Ivette starczy nauki – posłała mu pytające spojrzenie – Idziemy dziś na imprezę – dziewczyna roześmiała się głośno na słowa chłopaka. Bardzo zabawne. Ona i impreza w jednym zdaniu to jest kawał miesiąca jak nie roku. Przecież ona nigdy nie była na żadnej imprezie. Przestała się śmiać gdy zauważyła poważny wzrok chłopaka. Czy on mówił poważnie z tą imprezą?
-Justin to nie jest dobry pomysł uwierz mi ja nig...
-Nigdy nie byłaś na imprezie tak wiem. Dlatego kiedyś musi być ten pierwszy raz. Masz – chłopak wyciągnął w stronę Ivette rękę, w której trzymał torbę – No nie patrz tak tylko weź i idź się przebierz do łazienki – dziewczyna w szoku chwyciła torbę i zamknęła się w łazience chłopaka. Położyła torbę na zamkniętym sedesie i spojrzała na nią. Co ona w ogóle wyprawia! Chwyciła torbę i przekręciła zamek w drzwiach.
-Jeśli nie jesteś przebrana nawet stamtąd nie wychodź Ivette! Mówię poważnie – mruknęła coś pod nosem i z powrotem przekręciła zamek – Tak też myślałem – usłyszała głos Justina zza drzwi. Znów spojrzała na torbę by po chwili wyjąc z niej to co w niej było. Obejrzała to i musiała przyznać, że Justin ma gust. Rozebrała się i została tylko w bieliźnie. Założyła czarne leginsy by po chwili założyć na siebie fioletową tunikę, która sięgała jej do połowy ud a na to założyła czarną skórzaną kurteczkę, która kończyła się kawałeczek pod piersiami. Stanęła przed lustrem i spojrzała na swoje odbicie. Przecież to istne szaleństwo. Zamknęła oczy by po chwili je znów otworzyć.
Istne szaleństwo.
Tak jak kilkanaście minut wcześniej przekręciła zamek w drzwiach i powoli otworzyła je by po chwili wyjść i stanąć na środku pokoju. Justin, który leżał na łóżku i swoją droga też był już przebrany wstał i spojrzał na dziewczynę.
Powoli podszedł do niej i stanął przed nią. Ściągnął z jej włosów gumkę a ciemne włosy rozsypały się na ramiona.
-Wow – Justin mierzył Ivette wzrokiem z góry na dół – Jesteś naprawdę śliczna a chowasz się pod tymi workami i za tymi... – tu machnął ręką w stronę okularów dziewczyny – W sumie na dziś nie są Ci potrzebne – i ściągnął je z jej twarzy by rzucić je na swoje łóżko – Na delikatny makijaż już Cię nie namówię prawda? - dziewczyna pokręciła głową na nie – Trudno. Bez niego też ślicznie wyglądasz – zarumieniła się i spuściła głowę w dół zakrywając czerwone policzki włosami – Ivette... - podniosła głowę do góry i poczuła usta chłopaka na swoich. Nie wiedziała co się przez chwilę dzieje, ale gdy poczuła jak rozchyla jej wargi odskoczyła od niego szybko i przyłożyła dłoń do ust.
-Co Ty robisz Justin!! Masz dziewczynę do jasnej cholery! - krzyczała na niego, ale chłopak nie słuchał jej krzyków. W głowie ciągle miał smak jej ust. Nie zastanawiając się podszedł do niej i znów pocałował tym razem bez żadnego bawienia się w czułości włożył język do jej ust i badał jej podniebienie swoim językiem. Dziewczyna chciała znów się odsunąć, ale nie pozwolił jej przyciągając ją bliżej siebie. Po chwili dziewczyna poddała się i oddała mu pocałunek na co Justin westchnął. Odsunął się od Ivette i spojrzał jej w oczy.
-Przepraszam Ivette, ale od dłuższego czasu tego pragnąłem. Wiem, że jestem z Seleną, ale naprawdę pragnąłem Cię pocałować zresztą... - przymknął oczy by po chwili oprzeć swoje czoło o czoło Ivette – Poczułem coś do Ciebie. Coś cholernie silnego. Ciągle o Tobie myślę i nie potrafię przestać. Zawładnęłaś całym mną.
-Justin ja...przepraszam, ale nie mam teraz czasu na związki i miłość muszę się skupić na nauce, pójść na studia...przepraszam – po tych słowach wyswobodziła się z jego uścisku i wybiegła z pokoju a potem domu.
Weszła do budynku szkoły i od razu skierowała się w stronę sali gimnastycznej. Dziś jest zakończenie szkoły. Dziś odbierze dyplom i jeszcze dziś wyjedzie do Los Angeles do uczelni na wakacyjne warsztaty i już tam zostanie na całe pięć lat studiów. Nie ma na tyle pieniędzy aby móc wracać do Kanady na święta czy wakacje. I tak była bardzo szczęśliwa gdy dowiedziała się, że ją przyjęli a co najlepsze, że przyznali jej stypendium.
Od sytuacji z domu Justina nie utrzymywała z nim kontaktu. Najzwyklej w świecie unikała go no i było jej głupio, że tak się zachowała, że uciekła jak zwykły tchórz. Ale naprawdę nie chciała się teraz dekoncentrować jakimkolwiek związkiem. Zwłaszcza związkiem z samym Justinem Bieberem.
Usiadła na jednym z krzeseł tuż przed mini sceną, którą wstawili tu specjalnie na ten dzień. Odetchnęła z ulgą gdy wszystkie miejsca obok niej były zajęte. Wiedziała, że wtedy Justin tu nie usiądzie. Zresztą on nie lubił siedzieć na początku i też dlatego tu usiadła.
Zaprzestała swoich rozmyślań gdy na mini scenę wyszedł dyrektor i zaczął wygłaszać swoją przemowę. Mało kto go słuchał. Każdy był już myślami na imprezie rozpoczynającej wakacje jak i przy całych dwóch miesiącach wolnego, które ich czeka.
Po długiej przemowie przyszedł czas na rozdanie dyplomów. Pani wicedyrektor wyczytywała nazwiska a sam dyrektor wręczał dyplomy i gratulował ukończenia liceum. Na sali co chwile błyskały flesze aparatów ponieważ każdy rodzic chciał uwiecznić tak ważną chwilę jak ukończenie szkoły średniej. Każdy rodzic oprócz jej. Jej rodzice byli zdania, że kiedyś to musiało nastąpić i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Ona myślała inaczej. Przecież liceum kończy się raz w życiu prawda? Było jej przykro, że nie ma z nią nich w tak ważnym dla niej dniu, ale nie pokazywała tego. Z wysoko i dumnie uniesioną głową wyszła na scenę by odebrać od dyrektora swój dyplom i gratulacje. Uścisnęła dłoń niskiego pulchnego mężczyzny i usłyszała pstryknięcie i blask flesza. Odwróciła głowę i zauważyła stojącą pani Pattie kilka metrów od sceny i robiącej je zdjęcia. Pokazała jej by się uśmiechnęła więc tak zrobiła i jasny błysk poraził ją w oczy.
Zamknęła drzwi i chwyciła za rączkę walizki by móc ją znieść ze schodów. Gdy już to zrobiła chwyciła za telefon i zaczęła wybijać na klawiaturze numer na taksówkę.
-A więc naprawdę wyjeżdżasz – podskoczyła w miejscu i z ledwością utrzymała telefon w ręce usłyszawszy głos tuż za sobą. Odwróciła się i napotkała ciemne tęczówki chłopaka – Miałaś w ogóle zamiar mi o tym powiedzieć Ivette?
-Nie widziałam takiej potrzeby – spojrzała na telefon i miała już przycisnąć zieloną słuchawkę gdy urządzenie zostało zabrane z jej dłoni – Serio. Powinieneś przestać ciągle zabierać mi coś z dłoni.
-Naprawdę Ivette? Nie zasłużyłem nawet na głupie 'wyjeżdżam dziś do Los Angeles'. Naprawdę?- patrzył na nią zawiedzionym wzrokiem.
-Po co miałam kogokolwiek informować? Przecież nikomu na mnie nie zależy.
-Naprawdę tak sądzisz? - pokiwała głową na tak – Nawet po tym co Ci powiedziałem?
-Justin...nie czujesz nic do mnie to tylko zwykłe nic nie znaczące zau...
-Nie wiesz nic o moich uczuciach Ivette! Nie wiesz co czuję! Nie wiesz jak cholernie zabolała mnie informacja, że dziś wyjeżdżasz, i że już pewnie się pakujesz bądź jesteś w drodze na lotnisko. Cholera Ivette! Czy naprawdę uważasz, że to co Ci powiedziałem u mnie w domu to zwykłe nic nie znaczące słowa? - stała nic nie mówiąc tylko wpatrywała się w niego. Czy on naprawdę mówił wtedy poważnie? Czy to możliwe, że on Justin Bieber zakochał się w kimś takim jak ona?
-Justin mówiłam Ci, że nie mam teraz czasu...
-Wiem. Ale czy mogę Cię chociaż prosić o to abyśmy zostali przyjaciółmi? Chociaż na czas Twoich studiów?
-Przecież to pięć lat Justin! Przez ten czas możesz znaleźć sobie kogoś zakochać się.
-Poczekam.
Opuściła mury uczelni z dyplomem ukończenia jej. Od dziś może pracować już jako samodzielny lekarz kardiolog. Te pięć lat minęły tak szybko. Dopiero co miała dziewiętnaście lat i kończyła liceum a teraz ma lat dwadzieścia cztery i trzyma w ręku dyplom ukończenia studiów medycznych. Od teraz zacznie kolejny etap w życiu zwany pracą. Może nawet teraz pozwoli sobie na jakiś związek. Może kogoś pozna kogo obdarzy tym magicznym uczuciem jakim jest miłość. Może zapomni o Justinie i o tym marnym uczuciu jakim go obdarzyła i, o którym on nie miał w ogóle pojęcia ponieważ zniknął z jej życia tak nagle. Nie utrzymują kontaktów już od przeszło trzech lat. Od dnia, w którym Justin na powrót zszedł się z Seleną. Nie miała mu tego za złe. Pozwoliła mu na utrzymywanie z nią kontaktów w jego mniemaniu na przyjaźń z nią, ale dobrze wiedziała, że on nie wytrzyma pięciu lat w utwierdzeniu, że ją Kocha. Wytrzymał tyko ponad półtora roku zanim urwał z nią kontakt a ona z radia dowiedziała się, że wrócił do byłej dziewczyny.
-Ivette! - odwróciła się i zauważyła biegnącego w jej kierunku Maxa. Max jest a raczej teraz już był jej kolegą z uczelni, z którym często siedziała na wykładach – Dasz się zaprosić jutro na kawę?
-Jutro powiadasz? - na szybkiego w głowie przeanalizowała czy ma coś jutro w planach a gdy stwierdziła, że jutro jest wolna chciała już odpowiedzieć mu twierdząco gdy usłyszała dziwne piski dziewcząt.
-O mój boże przecież to sam Justin Bieber – Ivette wyprostowała się jak struna. Nie wierzyła w to co przed chwilą usłyszała od przebiegającej obok nich dziewczyny. Odwróciła się w stronę parkingu i musiała przyznać racje dziewczynie. To naprawdę był Justin. Właśnie robił sobie zdjęcie jak podejrzewała z fanką lecz gdy ją zauważył zdjął ciemne okulary i uśmiechnął się w jej stronę z niepewnością. Musiała przyznać, że trochu się zmienił od ich ostatniego spotkania. Stał się mężczyzną a nie tym zwariowanym nastolatkiem. Wolnym krokiem podeszła do niego i gdy stanęła przed nim obok niego nie było już nikogo.
-Czy teraz już masz czas na związek ze mną Ivette? - podeszła bliżej i najzwyklej w świecie się do niego przytuliła. Właśnie teraz zrozumiała jak cholernie mocno go kocha.
-Tak. To już jest ten czas Justin.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz